niedziela, 18 sierpnia 2019

Babie Doły

Przez przypadek wczoraj wieczorem dowiedziałem się, że przygotowano dojazd do plaży w Babich Dołach.Tak jak sięgam pamięcią, dojazd do tego skrawka plaży był ograniczony przez teren wojskowy, a jedyną możliwością dojścia, była swego rodzaju wycieczka alpinistyczna po mało wygodnych schodach na skarpie stromego klifu. Niby przeszkoda nie była duża, ale z małymi dziećmi to całkiem spora wyprawa była.

sobota, 17 sierpnia 2019

Plaża

Już widać i czuć, że to koniec lata. Poranna mgiełka, wieczorny chłodek szybciej kończących się dni. Mieszkam nad morzem w okolicach, gdzie tłumy w czasie wakacji przyjeżdżają, ale jakoś na plażę nigdy w tym sezonie mi "nie pasowało". Mam swoje ulubione miejsca, gdzie można podziwiać płynące po niebie obłoki z dala od zgiełku i gwaru. Tak, tak - to praktycznie środek sezonu i długi weekend. Piękne miejsce, prawda? Całe szczęście, że są jeszcze takie!

wtorek, 13 sierpnia 2019

Rewa


Budzik zadzwonił. Rzut oka przez okno - nie pada i jest nadzieja, że zaraz nie zacznie. Decyzja podjęta - na siodełko i w drogę. Nie daleko, bo zaledwie 20 km, ale za to w jakże pięknych okolicznościach poranka. Szczyt sezonu, długi weekend praktycznie się rozpoczął, ale o tej porze w letniskowej Rewie jeszcze cisza i spokój. Jacyś dostawcy, okazjonalni biegacze i miejscowi spieszący przygotować swoje geszefty na pierwszych klientów. Kilkanaście minut spaceru wystarczyło, aby wczuć się w klimat chwili tego rozpoczynającego się letniego dnia.

niedziela, 11 sierpnia 2019

Palczewo

Kontynuując realizację swojego celu na ten sezon, dotarłem do miejscowości Palczewo. Miałem nadzieję, że wiatrak będzie łatwiej dostępny i będzie można podejść bliżej, ale jest on usytuowany w pewnej odległości od drogi i wymaga przejścia przez prywatną posesję lub "przebijania się" przez zaorane pola. Zarówno jedno jak i drugie zapewne nie spotkałoby się z aprobatą właścicieli. Pora bowiem była - jak na niedzielę - nieprzyzwoicie wczesna, więc nawet nie próbowałem uzyskać zgody na wejście. Ale co moje to moje - cel osiągnąłem, a cisza poranka i zapach mokrych traw i ziemi dopełniała uroku chwili.

piątek, 2 sierpnia 2019

Trochę dalej od domu

Tym razem wspomnienia z kraju za naszą zachodnią granicą. Niestety nie był to wyjazd motocyklowy, ale pomimo to nie zapomniałem o temacie wiatraków. Kręcąc się na rowerze po okolicy udało mi się zlokalizować dwa takie obiekty. No cóż jakże diametralnie różni się ich stan techniczny od tego w jakim są "nasze" wiatraki. Treść tablic informacyjnych potwierdza, że są zabytki sprawne technicznie. Ten na zdjęciach poniżej - Reitbrooker Muhle - jest wykorzystywany w ekologicznym gospodarstwie rolnym. Można kupić mąkę i paszę dla zwierząt mieloną właśnie w tym wiatraku. Nie widać tego na prezentowanym zdjęciu, ale jest on zlokalizowany nad brzegiem urokliwego kanału kończącego się w porcie w Hamburgu. Tak na marginesie - mieliśmy z Iwoną niezapomnianą okazję płynąć tym kanałem dzięki zaproszeniu przez Olę i Viktora na wycieczkę statkiem na trasie Bergedorf - port w Hamburgu.

niedziela, 28 lipca 2019

Szlakiem znajomych jezior



W sumie plany na niedzielny poranek i przedpołudnie były całkiem inne. Miałem spotkać się z Kolegą na porannej kawie jadąc do kolejnego wiatraka. Pobudka o 06:00 i konsternacja - pada, a wręcz leje. Całe niebo zasnute po horyzont. Odczekałem z nadzieją, że się pogoda "przetrze". Niestety, bez szans na dochowanie umówionej godziny wizyty, musiałem ją z przykrością odwołać.

piątek, 26 lipca 2019

10 000 km

Raczej nie będę oryginalny, że jako właściciel pojazdu mechanicznego w pewien ciepły sposób odnoszę się do jego (pojazdu oczywiście) "okrągłych przebiegów". No, powiedzmy - taki mały powód do chwili zastanowienia ile to już razem, wspólnie nakręconych kilometrów. I tak "Wiesi" stuknęło 10 tys. km. Pewnie, że nie w jeden sezon, ale żadnych dalszych wypadów nie robię, starając się zamykać moje wycieczki w ciągu kilku godzin, jednego dnia. Rozpisywać się o wyrobach firmy Kawasaki nie będę, bo byłbym nudny. Kupując wiedziałem, czego się spodziewać i tak też jest w rzeczywistości. Po prostu jeździsz i masz frajdę. Zatrzymaliśmy się na chwilę (ja i "Wiesia") wieczorową porą, gdzieś na poboczu i słuchaliśmy jak grają świerszcze i gorące elementy wydechu, a Pan Wiatr przyniósł z pól zapach lata. Czujecie ten klimat chwili ?

niedziela, 21 lipca 2019

Zdrzewno

W sumie jazda bez celu też stanowi swego rodzaju cel - radość z kolejnych zaliczanych winkli. No ale ileż można.... Wiatraki, wiatraki ... W zeszłym roku z ciekawości zaliczyłem ruiny w Pużycach. W zeszłym tygodniu zjechałem z drogi, aby obejrzeć podobny obiekt w Ankamatach. Zajrzałem do internetu, trochę poczytałem i odwiedziłem stronę http://wiatraki.org.pl i okazało się, że województwie pomorskim jest 13 wiatraków. Ich stan techniczny jest w wielu przypadkach agonalny - są po prostu ruinami.
Skoro widziałem osobiście już dwa wiatraki, to dlaczego nie zobaczyć następnego i przy okazji mieć cel wyjazdu. Rano padało, ale prognoza wskazywała, że po południu powinno się rozpogodzić. Tak też się stało i ruszyłem w drogę do wsi Zdrzewno koło Wicka.

niedziela, 14 lipca 2019

Dostać "z ptaka" :)

Dwa tygodnie przerwy w motocyklowych wypadach i to tylko z powodu pogody. Padało, wiało i zimno było. Pewnie cześć Polski dotknięta suszą nie uwierzy, ale na północy po fali szalonych upałów, przyszła iście październikowa pogoda. Brrrrr ! Były wstępne plany na poprzedni weekend, ale nie dało ich się zrealizować z powodu jak wyżej.
Jest pogoda, jest cel, jest chęć - trzeba realizować marzenia. Przed 7 jest już w trasie. Jadę do znajomych, którzy wypoczywają na Bukowcu, na poranną kawę. Jakieś 150 km śmigając S7-ką. Może sama trasa nudna, ale chodziło mi żeby jak najszybciej dotrzeć na miejsce, aby później mieć jeszcze trochę czasu na swobodne kręcenie kilometrów po bocznych drogach jadąc już w kierunku domu.

niedziela, 30 czerwca 2019

05:45


Jak ominąć zapowiadany na dzisiaj wszechobecny upał? Nic prostszego - trzeba odpowiednio wcześnie wstać. Zapewne nikt kto nie musi nie wstaje w niedzielę o tak nieprzyzwoicie wczesnej godzinie, ale ja chciałem chciałem upiec przysłowiowe dwie pieczenie na jednym ogniu. Po pierwsze nie jeździć w upale, a po drugie mieć drogę tylko dla siebie.

Pobudka o 05:00, a o godzinie wskazanej w tytule już na siodełku. Nie zawiodłem się - było tak jak sobie wymarzyłem, a nawet lepiej bo gdy wracałem z trasy około dziewiątej, ruch na drogach dopiero się budził. Zdjęcie nie oddaje tego zapachu i ciszy jaka towarzyszyła mi w chwili gdy stawałem na poboczu, żeby choć o parę minut zatrzymać to, co już teraz jest tylko radosnym wspomnieniem.